"To nie kino Bergmana. To brutalna prawda o życiu w świecie MMA". Entuzjastyczne pierwsze recenzje filmu "Underdog"

underdog

underdog (mp)

"Film zrobiony na timingu i z sercem", "obsada na medal", "prawdziwe krew, pot i łzy z dużą dozą humoru" - pierwsze recenzje filmu Underdog potwierdzają, że to może być rozrywka najlepszego sortu. Film o prawdziwym obliczu świata MMA już dziś wchodzi do kin.

Biorąc pod uwagę zainteresowanie tym sportem w Polsce, to dziwne, że do tej pory nie powstał u nas żaden fabularny film o MMA. Co prawda, na początku XXI wieku, Sylwester Latkowski stworzył dwa dokumenty o środowiskach ”kibicowskich”, gdzie pojawiał się wątek mieszanych sztuk walk, ale i w „Klatce”, i w „To, my rugbiści”, MMA nie zostało pokazane w dobrym świetle. Wszechstylowa walka wręcz przedstawiała jedynie ulubione zajęcie "karków", którzy trenują MMA, aby wygrywać ustawki.

Latkowski wyreżyserował też film „Moja walka. Mamed Khalidov” – ale to również dokument. Maciej Kawulski, współwłaściciel KSW (Konfrontacja Sztuk Walk, największa polska federacja MMA) i reżyser wchodzącego własnie do kin "Underdoga" jest więc pierwszym, który podjął się wyzwania stworzenia filmu fabularnego. Biznesmen przyznaje, że nie miał trudności z wejściem w rolę reżysera.

- Nie chodzi o to, że czuję się wielkim „panem reżyserem”, ale jednak mam pewne doświadczenie w tej materii. Od kilkunastu lat tworzymy KSW, wymyślamy i reżyserujemy nasze show. Plan zdjęciowy i kamery to dla mnie naturalne środowisko. Głęboko wierzę, że ten film zostanie pozytywnie odebrany. A jakość produkcji na pewno będzie wysoka - przekonuje Kawulski.

Debiutujący w roli reżysera Kawulski miał o tyle ułatwione zadanie, że część zdjęć (duży atut tego filmu) było realizowanych przy okazji gal KSW. Poza tym, a właściwie przede wszystkim, główną rolę odegrał Eryk Lubos. Czołowy polski aktor, znany m.in. z filmów Wojciecha Smarzowskiego, ostatni raz bił się na poważnie ponad trzydzieści lat temu, ale do roli zawodnika MMA pasował jak ulał.

"Gówna by nie pokazali"

- Ostatni raz biłem się w podstawówce. Nie lubię jednak wyrażenia ”bicie się”, bo jest pejoratywne. Sztuki walki to sport. A sport to coś piekielnie pozytywnego. I dlatego od 22 lat trenuję boks. Treningi pozwalają mi się wyżyć i nie zwariować w tym świecie. Dlatego nie miałem większych problemów, aby odegrać tę rolę. Może z "parterem" był problem, bo w "stójce" czuję się pewnie. KSW jednak pilnowało, aby wyglądało to profesjonalne. Gówna by nie pokazali. Więc na tyle, na ile czterdziestolatek może ogarnąć walkę w parterze, to ogarnąłem – powiedział Lubos w obszernej rozmowie ze Sport.pl.

Podobnego zdania są osoby ze środowiska MMA, których spotkaliśmy na przedpremierowym pokazie „Underdoga”. - Jestem pod olbrzymi wrażeniem Lubosa. Nie chodzi mi o jego warsztat aktorski, bo każdy wie, że to utalentowany aktor. Mam na myśli raczej to, jak Lubos wcielił się w zawodnika MMA – mówi Artur „Kornik” Sowiński, były mistrz KSW.

- Eryk zagrał bardzo prawdziwie, naturalnie. Nie widać było w tym fałszu. Fałszu, w tym sensie, że przyszedł aktor i w trzy miesiące nauczył się roli. Nie, to nie było tak. Lubos oddał całego siebie w tej roli. A że pasjonuje się sportem, to było mu łatwiej – dodaje Mateusz Borek, dziennikarz Polsatu i pasjonat sportów walki.

Kawulski też otrzymuje same pochwały od ekipy. - Daje fajne, motywujące i merytoryczne uwagi. Daje na planie kopa aktorom. Kopa w takim pozytywnym znaczeniu - twierdzi Aleksandra Popławska, odtwórczyni roli Niny.

"Walka, krew, pot i łzy"

- "Kawul" ma wspaniałą cechę. Jest decyzyjny. I zawsze robi to ze stu procentowym przekonaniem. Poza tym jest precyzyjny, co ułatwia współpracę. Film „Underdog” jest oczywiście wpisany w pewną gatunkowość. Kanon artystyczny, który wyznaczyły filmy z serii "Rocky". Nie jest to kino Ingmara Bergmana. Nie ma tu żadnej wielkiej głębi artystycznej. W "Underdogu" uderza prawda i siła emocji. A siła tkwi w prostocie – dodaje Lubos.

Wtórują mu krytycy. - „Underdog” to dowód na to, że Rocky mógł równie dobrze urodzić się nad Wisłą” – napisał krytyk Artur Zaborski. - Lubos wygląda w tym filmie tak, jakby czekał na tę rolę. A to przekłada się na odbiór tej postaci. 'Kosy' nie sposób nie lubić, nie kibicować mu, nie przeżywać jego perturbacji. W 'klatce' też robi niezłe wrażenie u boku legendy MMA Mameda Khalidova – napisał w swojej recenzji dla Interia.pl Artur Cichmiński.  A Michał Dziedzic z Wp.pl dodaje: MMA to walka, krew, pot i łzy. Dodatkowo reżyser dorzuca sceny seksu i sporą ilość humoru. Brzmi jak udany piątkowy wieczór, prawda?

Pierwsze recenzje filmu po przedpremierowym pokazie chwaliły nie tylko "obsadę na medal" i "formę życia Eryka Lubosa". Dużo pochwał zebrał też Mariusz Kuczewski - twórca scenariusza - za "kawał dobrej roboty w sferze dialogowej", naszpikowanej specyficznym poczuciem humoru (portal "Na ekranie"). O odbiorze filmu najlepiej świadczy ogromny aplauz publiczności w trakcie pierwszych pokazów.

"Nie tylko napieprzanie się w klatkach"

Co uważa sam reżyser? - Fabuła, w dużej mierze, oparta jest na prawdziwych historiach, często sytuacjach z naszego życia. Scenariusz jest rzeczywistym obrazem świata MMA, zawiera prawdę o tej branży. Ale film nie będzie tylko o napieprzaniu się w klatkach, ale również o rywalizacji, przyjaźni i o miłości. O życiu.

Na ekranie możemy zobaczyć również Mameda Chalidowa, największą legendę federacji KSW, który właśnie zakończył karierę sportową. Czeczen z polskim paszportem gra postać Denima Takaeva, który jest mistrzem MMA, ma pieniądze i sławę, ale odrzuca wszystkie propozycje walk, bo jest żądny tylko rewanżu z Borysem "Kosą" Kosińskim, którego gra właśnie Lubos. ”Kosa” ma akurat duże kłopoty w życiu prywatnym i ledwo wiąże koniec z końcem. Nie jest zainteresowany powrotem do MMA, ale ostatecznie daje się namówić. Nie do końca z własnej woli. Kto wygra ich starcie? Tego się dowiecie, gdy obejrzycie "Underdoga". I choć film wykorzystuje znane już schematy, to zakończenie na pewno Was zaskoczy.

"Underdog" wchodzi do kin 11 stycznia.